W biegu wsiadłam na swój motor i pojechałam do najbliższej knajpy jaka była, a okazała się nią chińska restauracja niedaleko parku. Mnie pasuje, nawet bardzo. Uwielbiam chińszczyznę. Ledwie otworzyłam drzwi, a uderzył mnie zapach kurczaka i sosu słodko-kwaśnego. Siedząc na stołku barowym złożyłam zamówienie na wynos i zapłaciłam. Kilka minut później dostałam to, czego oczekiwałam.
- A może bym przeszła się do parku? - zapytałam samą siebie wychodząc na świeże powietrze.
***
Znalazłszy w końcu pustą ławkę, usiadłam na samym brzegu. Zdążyłam już zjeść i wywalić opakowanie z logiem do kosza (który na moje szczęście był dwa kroki od ławki), kiedy ktoś się przysiadł. Instynktownie się odsunęłam. No co? Ludzie są dziwni.
Ktoś?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz